Noc Kupały, Wianki, Kraków 2015
Ostatnia kropla deszczu opada na betonowy chodnik. Refleksy złotego światłą odbijają się od falującej tafli wody. Idąc przez most pokonuję ostatnie metry prowadzące mnie w głąb historii. Staje dokładnie w połowie drogi. Moim oczom ukazuje się drugi brzeg i panująca tam krzątanina. Wszystko to skąpane w jasnej poświacie. Wiatr targa włosami i rozwiewa je. Dwie piękne dziewczyny odłączają się od tamtej rzeczywistości, ubrane w lekkie współczesne ubrania z kwieciem na głowie. Głęboki oddech i ruszam przed siebie. Czas zacząć świętować,dzień muzyki, śmiechów, zabawy i magii. Na skronie nakładam pleciony wieniec z polnego ziela, róż i jaśminu. Jeszcze jeden krok i już, stało się. Jestem.
Mężowie odziani w żupany. Zielarki przechadzające się przez gęstą tłuszczę. Spojrzeć w prawo - konnica, spojrzeć w lewo - stragany. Miody i świece cieszą oko. Dzbany i inne wyroby garncarskie zachęcają do zatrzymania się, nie wspominając o stoiskach pełnych świecidełek. Mężczyźni i chłopcy rozmawiający z bartnikiem czy kowalem. Z boku ustawione piramidy chleba pieczonego wg dawnej receptury. Po środku placu miejsce wyznaczone na pokazy walki, gdzie dzielni wojowie staną w szranki. Jest tu i miejsce dla dziewcząt, gdzie kobiety znające sztukę wyplatania wieńców pomagają młódkom stworzyć własne wianki, którymi będą mogły przyozdobić swe skronie, a które z nastaniem zmierzchu popłyną z nurtem rzeki ku morzu. Przemierzam ten wyłączony z rzeczywistości kawałek świata i chłonę atmosferę dawnych dni. Średniowieczne jarmarki, rozrywka dla mieszczaństwa, możnych i chłopów. Każdego. Kroczę wolno delektując się tą chwilą wzdłuż wysokich murów okalających zamek. Z uśmiechem kieruję się w stronę zabytkowego centrum miasta. Ludzie się uśmiechają, panuje radosna atmosfera a magię czuć w powietrzu.
Ruszam wąską uliczką, im bliżej centrum tym bardziej powracam do rzeczywistości. Tu, w centralnej części rynku, ustawiona została scena. Koncert nowoczesnej muzyki zawładnął tłumem. Ludzie stoją wsłuchani w muzykę. Mijam ich szybkim krokiem, oddalam się od tego wszystkiego pragnąc znów zanurzyć się w historii. Słyszę wokół siebie obce głosy, niezrozumiałe języki, dialekty. Z każdym krokiem cofam się w czasie. W końcu staję w bezruchu. Zamykam oczy i sama oddaję się muzyce. Rytmy wybijane na bębnach burzą krew, wzywając do walki, niosą niepokój. Piszczałki melodyjnie podchwytują śpiew obcego języka, choć i bliskiego bo Starosłowiańskiego. Grzechotki brzęczą natrętnie w głowie. Pod zamkniętymi powiekami malują się obrazy smutne i radosne. Falujące dźwięki przybierają kolory i wirują w wybijanym rytmie. Otwieram oczy i widzę, widzę kobiety tańczące zmysłowy taniec natury. Sieją ziarno w rytm bębnów. Mężczyźni walczą o pozycję silniejszego. Preludium Słowiańskie trwa, porywając ze sobą nie tylko duszę ale i umysł, który popuszczając wodze wyobraźni przenosi widzów w bardzo odległe czasy naszych przodków. Śpiewy cichną, bębny wybijają ostatnie uderzenia, zmierzcha. Ponownie ruszam w stronę rzeki.
Przystaję w tłumie. Czuć napięcie i oczekiwanie. Nagle dopływają do nas z drugiego brzegu pierwsze dźwięki melodii. Tłum się wycisza. Tempo wzrasta, jest coraz głośniej. Brzęczy w uszach. Następuje pierwszy wybuch. Jasny rozbłysk pojawia sę na niebie. Za nim kolejny. I tak przez najbliższe kilkanaście minut możemy się cieszyć niezwykłym pokazem magicznych ogni idealnie zsynchronizowanych z żywą muzyką. W oczach ludzi widać blask i zachwyt. Jedni są tu na miejscu i chłoną inni odpłynęli myślami w tylko sobie znane rejony. Podziwiam piękno chwili. Niebo jaśnieje. Zamek spowity czerwienią przybiera tajemniczą i mistyczną postać. Słychać rżenie koni i tętent kopyt stukających o bruk. W tej chwili zaciera się granica między dzisiaj a kiedyś. W wielu miejscach miasta rozbrzmiewają dźwięki muzyki łączące mieszkańców i gości miasta. Zabawa trwa, noc także dopiero się zaczyna. Właśnie w jej towarzystwie ruszam przed siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz