środa, 24 czerwca 2015

Święto muzyki

    Noc Kupały, Wianki, Kraków 2015


     Ostatnia kropla deszczu opada na betonowy chodnik. Refleksy złotego światłą odbijają się od falującej tafli wody. Idąc przez most pokonuję ostatnie metry prowadzące mnie w głąb historii. Staje dokładnie w połowie drogi. Moim oczom ukazuje się drugi brzeg i panująca tam krzątanina. Wszystko to skąpane w jasnej poświacie. Wiatr targa włosami i rozwiewa je. Dwie piękne dziewczyny odłączają się od tamtej rzeczywistości, ubrane w lekkie współczesne ubrania z kwieciem na głowie. Głęboki oddech i ruszam przed siebie. Czas zacząć świętować,dzień muzyki, śmiechów, zabawy i magii. Na skronie nakładam pleciony wieniec z polnego ziela, róż i jaśminu. Jeszcze jeden krok i już, stało się. Jestem.

 
     Mężowie odziani w żupany. Zielarki przechadzające się przez gęstą tłuszczę. Spojrzeć w prawo - konnica, spojrzeć w lewo - stragany. Miody i świece cieszą oko. Dzbany i inne wyroby garncarskie zachęcają do zatrzymania się, nie wspominając o stoiskach pełnych świecidełek. Mężczyźni i chłopcy rozmawiający z bartnikiem czy kowalem. Z boku ustawione piramidy chleba pieczonego wg dawnej receptury. Po środku placu miejsce wyznaczone na pokazy walki, gdzie dzielni wojowie staną w szranki. Jest tu i miejsce dla dziewcząt, gdzie kobiety znające sztukę wyplatania wieńców pomagają młódkom stworzyć własne wianki, którymi będą mogły przyozdobić swe skronie, a które z nastaniem zmierzchu popłyną z nurtem rzeki ku morzu. Przemierzam ten wyłączony z rzeczywistości kawałek świata i chłonę atmosferę dawnych dni. Średniowieczne jarmarki, rozrywka dla mieszczaństwa, możnych i chłopów. Każdego. Kroczę wolno delektując się tą chwilą wzdłuż wysokich murów okalających zamek. Z uśmiechem kieruję się w stronę zabytkowego centrum miasta. Ludzie się uśmiechają, panuje radosna atmosfera a magię czuć w powietrzu.

     Ruszam wąską uliczką, im bliżej centrum tym bardziej powracam do rzeczywistości. Tu, w centralnej części rynku, ustawiona została scena. Koncert nowoczesnej muzyki zawładnął tłumem. Ludzie stoją wsłuchani w muzykę. Mijam ich szybkim krokiem, oddalam się od tego wszystkiego pragnąc znów zanurzyć się w historii. Słyszę wokół siebie obce głosy, niezrozumiałe języki, dialekty. Z każdym krokiem cofam się w czasie. W końcu staję w bezruchu. Zamykam oczy i sama oddaję się muzyce. Rytmy wybijane na bębnach burzą krew, wzywając do walki, niosą niepokój. Piszczałki melodyjnie podchwytują śpiew obcego języka, choć i bliskiego bo Starosłowiańskiego. Grzechotki brzęczą natrętnie w głowie. Pod zamkniętymi powiekami malują się obrazy smutne i radosne. Falujące dźwięki przybierają kolory i wirują w wybijanym rytmie. Otwieram oczy i widzę, widzę kobiety tańczące zmysłowy taniec natury. Sieją ziarno w rytm bębnów. Mężczyźni walczą o pozycję silniejszego. Preludium Słowiańskie trwa, porywając ze sobą nie tylko duszę ale i umysł, który popuszczając wodze wyobraźni przenosi widzów w bardzo odległe czasy naszych przodków. Śpiewy cichną, bębny wybijają ostatnie uderzenia, zmierzcha. Ponownie ruszam w stronę rzeki.

     Przystaję w tłumie. Czuć napięcie i oczekiwanie. Nagle dopływają do nas z drugiego brzegu pierwsze dźwięki melodii. Tłum się wycisza. Tempo wzrasta, jest coraz głośniej. Brzęczy w uszach. Następuje pierwszy wybuch. Jasny rozbłysk pojawia sę na niebie. Za nim kolejny. I tak przez najbliższe kilkanaście minut możemy się cieszyć niezwykłym pokazem magicznych ogni idealnie zsynchronizowanych z żywą muzyką. W oczach ludzi widać blask i zachwyt. Jedni są tu na miejscu i chłoną inni odpłynęli myślami w tylko sobie znane rejony. Podziwiam piękno chwili. Niebo jaśnieje. Zamek spowity czerwienią przybiera tajemniczą i mistyczną postać. Słychać rżenie koni i tętent kopyt stukających o bruk. W tej chwili zaciera się granica między dzisiaj a kiedyś. W wielu miejscach miasta rozbrzmiewają dźwięki muzyki łączące mieszkańców i gości miasta. Zabawa trwa, noc także dopiero się zaczyna. Właśnie w jej towarzystwie ruszam przed siebie.